Proste ćwiczenie na poczucie swojego ciała

Jak uwolnić swoje ciało

Dziś będzie niezwykle treściwie i co najważniejsze – bardzo praktycznie. Same konkrety. Przedstawię Ci proste ćwiczenie na poczucie swojego ciała.

W pierwszym artykule na moim blogu, poruszałem istotę celów, które przyświecają nam i powodują, że przychodzimy na warsztaty z wystąpień publicznych. Jako jeden
z głównych, a zarazem najważniejszych – wyróżniłem chęć ćwiczeń, aby pozbyć się stresu związanego z publicznym przemawianiem. W końcu „trening czyni mistrza” – pamiętacie? Po to ćwiczymy, aby stawać się lepszymi – jesteśmy w końcu tylko ludźmi. Dlatego też, dziś chciałbym przedstawić Wam jedno ćwiczenie, które przeprowadziłem ostatnio wśród uczestników Klubu Storyteller w ramach warsztatów z wystąpień publicznych.

Samo ćwiczenie z pozoru nie było zbyt skomplikowane. Chodziło o to, aby każda osoba pojedynczo wyszła przed pozostałych uczestników szkolenia, stanęła wyprostowana, swobodnie opuściła ręce wzdłuż siebie. Przez dokładnie sześćdziesiąt sekund miała przybrać naturalny wyraz twarzy i utrzymywać kontakt wzrokowy ze swoją publiką, spoglądając na nią. Warunek był jeszcze jeden – w tym czasie nie można było nic mówić, o niczym myśleć i ruszać swoimi rękami. Każdego uczestnika pytałem także o odczucia już po wykonaniu ćwiczenia. Wydaje się banalne, prawda? Co to za problem, abyśmy wyszli przed kilkanaście osób i przez minutę stali swobodnie, nie ruszali się i nic nie mówili? Sześćdziesiąt sekund? Przecież to nic, to tylko chwila. Czyżby? Tylko w teorii.

Jak się później okazało (co zresztą wiedziałem już na samym początku ćwiczenia), zadanie jest proste, ale bardzo wymagające. A wykonanie i spełnienie wszystkich warunków niełatwe. Dominował stres. Zastanawiacie się pewnie, po co na swoich warsztatach przeprowadzam takiego typu ćwiczenia? Czemu ma służyć zaledwie te sześćdziesiąt sekund? O tym dowiecie się na sam koniec, a na razie przejdźmy do wniosków i rezultatów, które niewątpliwie są najciekawsze.

Najczęściej można było zaobserwować:

  • Nerwowe, delikatne poruszanie rękami (mimo wszystko – nie dało się ich opanować)
  • Krzyżowanie rąk przed lub za sobą
  • Zbytnia sztywność i brak naturalnej swobody w postawie
  • Wyraz stresu na twarzy (czerwienie lub śmianie się)
  • Przewracanie oczami po uczestnikach i brak naturalnego kontaktu wzrokowego
  • Patrzenie w ścianę lub podłogę
  • Mówienie szeptem do siebie i mówienie w myślach (czego przecież mieliśmy nie robić 🙂 )
  • Oraz wiele innych nerwowych reakcji 🙂

A jak sami uczestnicy czuli się, gdy z tak „naturalną” miną nie mogli się poruszać
i musieli stać przed grupą? Dla wielu z nich zaburzone było poczucie komfortu. Pomimo wszystko, mięśnie i psychika się buntowały, zaczynały sztywnieć. Dla tych osób nie było to naturalne, czasami nie wiedzieli co ze sobą zrobić, gdzie spojrzeć czy w jaki sposób opanować ręce, tak aby się nie poruszały. Co więcej – pomimo że czas wydawał się krótki (to przecież tylko sześćdziesiąt sekund) – uczestnikom jednak odrobinę się to dłużyło. Dlaczego tak się działo? Otóż dlatego, że stając przed grupą osób w pozycji otwartej, czyli bez żadnej bariery pomiędzy ćwiczącym a publicznością, w pewnym sensie obnażamy się przed nimi. Pokazujemy jak wyglądamy i jacy jesteśmy. Wiąże się to oczywiście z przekonaniem, że publiczność nas ocenia, co
w pewnym sensie jest prawdą, ale o ocenie w kolejnym artykule. To obnażenie właśnie i myśli z nim związane wywołują powyższe reakcje. Oczywiście, byli też tacy, którzy nie czuli się jakoś bardzo źle, ale mimo wszystko – poczucie spięcia było dostrzegane praktycznie u wszystkich – nawet u tych, którzy starali się to ukryć.

Pamiętajmy – to ćwiczenie nie polegało na tym, aby celowo wytknąć komuś błędy i go ośmieszyć. Nie, nie, nie – tego nie można było zrobić źle.

No, a teraz kluczowe pytanie – po co? Celowo prosiłem o to, aby ręce były opuszczone wzdłuż ciała i nie można było nimi poruszać. Wprowadzałem element „sztucznej” otwartości, żeby było inaczej, niż zazwyczaj jest, żeby było niewygodnie, żeby poczuć swoje ciało i to co się z nim dzieje. Zazwyczaj wychodząc przed publikę, stresujemy się, a nasze ciało się napina. Nasze gesty są sztywne, nienaturalne. To zdradza nasz stan emocjonalny i wpływa bezpośrednio na publiczność, która zwyczajnie zaczyna odczuwać nasz stres. To ćwiczenie pozwala poczuć swoje ciało i wiedzieć co się z nim dzieje, szczególnie w sytuacjach stresowych, nie tylko podczas wystąpień publicznych. Ponieważ kiedy mamy świadomość jak reaguje nasze ciało możemy coś z tym zrobić
i nie chodzi mi tutaj o wyuczenie się jakichś sztucznych gestów, ale o znalezienie swojego naturalnego i ŚWIADOMEGO stylu gestykulacji. Warto zwrócić uwagę, że czasami lepiej przyznać się do naszego stresu, niż za wszelką cenę go ukrywać. Takie rozwiązanie jest dla nas bardziej korzystne. Pamiętajmy, nasze gesty zdradzają nasz stan emocjonalny i nie trzeba być Sherlockiem Holmesem, aby to zauważyć.

To ćwiczenie miało też nam zasygnalizować, że podczas tremy mamy w głowie szereg różnych myśli, które zazwyczaj są projekcją rzeczywistości, a nie samą rzeczywistością. Często pojawiają się myśli w stylu: „Co oni sobie o mnie myślą” czy „A, pewnie sądzą o mnie to i owo”. Przecież nie o to w tym wszystkim chodzi. Złe myśli i projekcje muszą odejść w niepamięć – musimy się ich pozbyć. Ponieważ prowadzą one do tego, że podczas wystąpień koncentrujemy się nie na publiczności, która jest najważniejsza, ale właśnie na naszych negatywnych myślach. Idąc dalej, generują one niechciane emocje powodujące np. krzyżowanie rąk, nóg czy inne tego typu zachowania. Pierwotnie mają one nam pomóc, a w rzeczywistości przeszkadzają w nawiązywaniu kontaktu z publicznością.

I o to właśnie chodziło w tym ćwiczeniu, aby poczuć swoje ciało. Wiedzieć co się z nim dzieje i dzięki temu lepiej i szybciej nawiązywać kontakt z publicznością.

Pamiętajmy wszyscy – stres to nic złego. Po to właśnie ćwiczymy, aby w tych najważniejszych momentach umieć sobie z nim radzić. Na zakończenie powtórzę jeszcze raz: trening czyni mistrza. Na wszystko potrzebujemy czasu i do wszystkiego dojdziemy w swoim momencie.

Piotr Pytel

Piotr Pytel

Ze słowa mówionego uczynił skuteczne narzędzie sprzedażowe. Codziennie pracuje nad tym, by to, co wypowiedziane było właściwie usłyszane. Wie jak budować i przedstawiać historie, które inspirują, przekonują, angażują i prowadzą do zamierzonego celu. Tą wiedzą i zdobywanym od 17 lat doświadczeniem dzieli się jako ekspert z zakresu wystąpień publicznych, mentor oraz konferansjer. I choć to słowa są jego orężem, nie teoria lecz działanie i praktyka są wytycznymi jego pracy. Zgłębia tajniki procesów decyzyjnych, pomaga wytyczać właściwy kierunek, odpowiedzialnie puszcza swoich podopiecznych na głęboką wodę i wierzy, że najlepszym nauczycielem jest… doświadczenie. Prowadzi własną sieć franczyzową Storyteller Club, szkoli środowiska biznesowe i akademickie. Żyje odważnie i z pasją, nieustannie podnosząc swoje kompetencje biznesowe.

Dodaj komentarz